Skarbnik to ktoś, kto pilnuje skarbu. Wie o tym każde dziecko, lecz mało, kto wie, czym się zajmuje skarbnik samorządowy. Skarbnik ściąga do gminnej kasy pieniądze a następnie je wydaje. Nie on jednak decyduje, od kogo wziąć i komu wypłacić. O tym, komu i ile się należy decyduje szef gminy, ale nawet on w pojedynkę pieniędzy gminnych wydawać nie może. Musi mieć kontrasygnatę skarbnika. Tak, więc burmistrz ma władzę nad gminą kasę, ale tylko skarbnik ma do niej klucz. Ten klucz to podpis skarbnika. Bez podpisu skarbnika żadna złotówka gminnego sejfu opuścić nie może. Wynika z tego jak ważną jest skarbnik w gminie figurą.
Jeśli burmistrz chciałby sobie sprawić nowe meble do gabinetu to skarbnik mogłaby zapłacić za te bajery tylko wtedy, kiedy sprawdzi, że pod odpowiednim paragrafem w budżecie gminy widnieje odpowiednia kwota na ten cel. Na stanowisko skarbnika powołuje się osobę z uprawnieniami głównego księgowego z solidną znajomością prawa budżetowego. Konkretnie powoływała go Rada Miejska na wniosek burmistrza. Tak, więc bez zgody szefa gminy nikt nie miał szans piastować to stanowiska i z jego inicjatywy mógł swój etat stracić.
Stanowisko skarbnika jest nie tylko prestiżowe, ale też dobrze płatne, bowiem pilnuje kasy, żeby się do niej nie dobrali przeciwnicy burmistrza. Natomiast, kiedy burmistrz chce z niej zaczerpnąć nie całkiem zgodnie z przepisami to wtedy silna wola strażnika publicznego grosza jakby trochę słabnie.
Tak właśnie było z panią Marią Szczepocką – skarbnikiem miasta Kamieńsk. Musiało tak być, bo skoro przychodziło jej wybierać między respektowaniem przepisów prawa a poleceniami zwierzchnika, przychylała się do woli szefa. Skutki takiego wyboru wyszły na jaw, kiedy do Urzędu Miejskiego w Kamieńsku zawitali komisarze Regionalnej Izby Obrachunkowej, co zaowocowało protokołem, który był naszpikowany przewinieniami skarbnika niczym wielkanocny placek rodzynkami. Podczas przeglądania tego protokołu można się dowiedzieć, że pani Szczepocka lekką ręką wypłacała pieniądze prywatnym wykonawcom gminnych inwestycji, mimo braku kompletnych dokumentów, które by świadczyły, że roboty zostały zakończone i prawidłowo wykonane. Pani skarbnik miała też trudności z pilnowaniem majątku gminy, bo nie przyszło jej do głowy, aby założyć rejestr środków trwałych.
Reasumując, kontrolujący postawili służbom finansowym Urzędu Miejskiego kilkanaście poważnych zarzutów a na koniec wniosek o ukaranie winnych. Jak było do przewidzenia burmistrz Gaworski nikogo nie ukarał a panią Szczepocką nadal darzył pełnym zaufaniem. Dlaczego zignorował zalecenia? Wyglądało na to, że miał w tym jakiś własny interes. Nic, więc dziwnego, że następna kontrola dokonana przez komisarzy RIO z Łodzi potwierdziła, że publiczne pieniądze nadal ciekną z gminnej kasy jak z dziurawego garnka. Okazał się, że pani skarbnik była bardzo hojna dla pracowników płacąc im sto procent wynagrodzenia zamiast osiemdziesiąt jak zapisano w ustawie. Wyszło też na jaw, że Szczepocka zapłacił za robotę, która wcale nie została wykonana. Dotyczyło to wypłaty za rzekomą instalację wodomierzy, figurujących wyłącznie na fakturze z poświadczeniem nieprawdy.
W oparciu o te przykłady mogłoby się wydawać, że pani Maria była osobą tak dobrotliwą, że nikomu nie umiałaby odmówić dostępu do gminnych pieniędzy gdyby na gwałt potrzebował gotówki. Płaciła przecież kiedyś także wydatki reklamowe prywatnych dzierżawców Gminnego Ośrodka Wypoczynkowego na Wrzoskach. Nic z tego, jeśli taka była wola burmistrza skarbnik Szczepocka mocno trzymała klucz od sejfu. Potrafiła nawet domagać się pieniędzy, które się Urzędowi Miasta nie należały. Tak było w latach 1994-98 kiedy odmawiała zapłacenia Zakładowi Gospodarki Komunalnej a nawet próbowała obciążyć Zakład kosztami, których zapomniała zaplanować w budżecie gminy. Ostatecznie się jej nie powiodły te manewry, ale co napsuła nerwów dyrektorowi, to napsuła.
Z tej opowieści wynika jak ważnym trybem była pani Maria Szczepocka w tej machinie, która sama się nakręcała, smarowała i działała bezbłędnie aż do czasu, kiedy burmistrz Tadeusz Gaworski w licznej asyście swoich współpracowników usiadł na ławie oskarżonych w Sądzie Rejonowym w Radomsku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz