Łączna liczba wyświetleń

piątek, 27 maja 2011

Kołyska


-Moja Cyganko, moja Cyganko, ty już nie jesteś moją kochanką – magnetofon wprost zrywał taśmę w lokalu klubu sportowego Świt na stadionie przy ulicy Sportowej. Rozbawieni w sali szkolnej na weselnym przyjęciu Agnieszki i Sylwka pracownicy Zakładu zamienili lokal szkolny na sportowy.
            Agnieszka już się szykowała do kościelnego obrzędu a śniła na jawie o tym jak z Sylwkiem pod rękę idą przed szpalerem koleżanek i kolegów z Zakładu do drzwi Urzędu Stanu Cywilnego. Przypomina sobie sympatię i ciekawość wypisaną na ich twarzach. Widzi za ozdobnym biurkiem błyszczący łańcuch na piersiach Anny Trajdos. Słyszy jak samorządowa urzędniczka wygłasza do nich wobec wszystkich obecnych, że są już związani prawem. Wieczorem ksiądz zwiąże ich sakramentem.
Korki opuszczają z hukiem szyjki butelek. Przeplatają się z życzeniami pocałunki. Agnieszka zaprasza na weselne przyjęcie. Autobus wiezie zaproszonych pod szkolny budynek. Czekają tam na nas zastawione stoły. Siada za stołem urokliwa Anka, księgowa. Obok Andrzej ze swymi kierowcami. Wśród nich pięknie się prezentuje Bożenka, ostatnia już panna w Zakładzie. Życzenia dla nowożeńców płyną nieustannie, toast goni toast. Nagle wódka robi się słodka i nie chce smakować. Słodzą ją państwo młodzi jak każe tradycja. Niestety czas opuszczać dom weselny, choć jest coraz milej. Trzeba, więc ucałować kucharki, podziękować i odejść.
              Zabawa jednak jeszcze się nie kończy. Zdzich Szczepański zaprasza wszystkich pod dach klubu Świt w celu przedłużenia dobrego nastroju. Gra magnetofon a wśród mężczyzn na trunki odbywa się składka. Tańczą prawie wszyscy a najładniej Bożenka. Podziwią ją głośno partner w tańcu. Niepostrzeżenie biegnie czas tego sobotniego, weselnego przedpołudnia i dalej przez dni i miesiące.
            Młoda mężatka ukończyła pomaturalną szkołę profesjonalnej obsługi komputera została jedynym w firmie specjalistą w tym zakresie. Imponowała starszym pracownikom nową, nieznaną im jakby tajemną wiedzą. Z palcami na klawiaturze, wpatrzona w ekran drobna blondynka panowała nad komputerem, symbolem nowoczesnej informatyki.
            Półtora roku później dobiegał czas jej macierzyństwa. Pod koniec listopada 1997 roku Agnieszka wzbogaciła się o małą Monikę, śliczną i zdrową córkę. Na tę wieść zakładowy stolarz włączał kolejne obrabiarki i kombinował coś z sosnowych desek. Wycinał jakieś łuki w drewnie, połączył wszystkie elementy klejem a potem bejcował na barwę mahoniu. Ciekawscy obserwatorzy domyślili się, że mistrz hebla wyczarowuje małą, urokliwą kołyskę. Grupa pracowników, przyjaciół młodej matki zawiozła ją do Koźniewic, jako symbol sympatii dla koleżanki. Tam Agnieszka z Sylwkiem podejmowali ich winem i kawą. Mała Monisia, niestety mogła pić tylko mleko matki. Szef firmy życzył małej w myślach, żeby miała tylu przyjaciół, co jej mama i żeby o niej pamiętali, kiedy dorośnie i urodzi swoje pierwsze dziecko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz