Przychodziła dwa razy dziennie do pokoju dyrektora zapalić papierosa. Stali przez pięć minut przy otwartym, wychodzącym na plac manewrowy oknie. Te pięć minut wolne było od służbowych rozmów. Ania opowiadała o domowych sprawach. Chwaliła się Edytą i Tomkiem, swoimi dziećmi. Potrafiła się zwierzać ze zwykłych, codziennych spraw. Zawsze znajdowała właściwe rozwiązanie dla osobistych kłopotów. Była pogodna. Potrafiła się cieszyć z małych sukcesów. Z udanych prac rzemieślniczych męża, z postępów w nauce Edyty, z pasji Tomka do majsterkowania.
Anna z dnia na dzień przyswajała sobie tajniki nowych przepisów finansowych, szybko opanowała zasady rozliczania nowego podatku VAT. Przy pomocy dyrektora nauczyła się sporządzać plan finansowy Zakładu, kalkulacje kosztów i rachunki symulacyjne dla nowych rodzajów działalności. Robiła trafne, sprawdzające się później prognozy dochodów i kosztów na następny rok. Istotnym sprawdzianem dla służb finansowych Zakładu było badanie bilansu wykonane przez biegłego księgowego. Rezultat tego audytu był dla Zakładu znakomity. Dyrektor mógł spać spokojnie i mieć poczucie dumy z trafnego wyboru kandydatki na stanowisko głównej księgowej.
Pewnego dnia Anna wpadła do biura mocno podekscytowana.
- Dyrektorze mam okazję wyjechać do Hiszpanii – zawołała tuż po zamknięciu drzwi.- Co pan na to – zapytała.
- Niech pani korzysta z okazji, bo ona może się już nie powtórzyć – odpowiedział dyrektor. Tylko niech pani uważa, żeby nie wrócić w puszce.
-, W jakiej puszce? – zapytała zaskoczona i zdziwiona.
- No wie pani – kontynuował dyrektor. Byłem wczoraj na pogrzebie. Rozglądam się po kościele za trumną i nie widzę. Po pewnym czasie zauważyłem małą, metalową urnę z prochami zmarłej, która niestety w tej postaci powróciła ze Szwecji do Bełchatowa. A droga do Andaluzji, która panią czeka prowadzi przez niebotyczne Pireneje i skalne masywy Kastylii, po krętych serpentynach.
- Ach ten pana czarny humor – żachnęła się Anna.
Wróciła z Hiszpanii rozpromieniona. Opowiadaniom nie było końca.
- Tak bardzo się pani podobało? – zapytał dyrektor.
- Było cudownie – odpowiedziała. Tylko ta. podróż przez góry. Patrzyłam z samochodu w przepastne doliny i oblatywał mnie strach. Modliłam się wtedy. Myślałam, że jak spadniemy kilkaset metrów w dół po skałach to nawet do puszki nie będzie, co zbierać, ale warto się było bać. Tam jest tak pięknie, że pojechałabym chętnie jeszcze raz.
Los nie dał jej takiej szansy, tymczasem jednak tryskała humorem i paliła się do pracy. Ważne to było, bo mimo świetnej atmosfery w Zakładzie i prawie rodzinnych więzi w grupie pracowniczej, praca głównej księgowej nie była łatwa. Szczególnie trudna była współpraca z Urzędem Miejskim, o ile można było nazwać współpracą celowe działanie burmistrza i jego totumfackich utrudniające dyrektorowi zbilansowanie dochodów i kosztów Zakładu.
Anna nie potrafiła zrozumieć, dlaczego kierownictwo Urzędu Miejskiego tak złośliwie utrudnia dyrektorowi kierowanie Zakładem. Anna pomagała dyrektorowi. Jej osobowość i umiejętności stworzyły filar, na którym oparte były finanse firmy. Ta czterdziestotrzyletnia, ciemnowłosa o dużych, ładnych włosach kobieta, pełna delikatnego wdzięku tryskała energią. Miała wciąż nowe pomysły jak usprawnić pracę Zakładu. To doprawdy zadziwiające było, że w tak krótkim czasie zdobyła sobie powszechną sympatię pracowników. Nie było bodaj nikogo, kto mógłby zaprzeczyć zdaniu, że księgowa jest powszechnie lubiana. Dziwny to był przypadek, dlatego, że księgowi są raczej postrzegani, jako osoby oschłe. Anna pilnowała finansów firny żelazną ręką a mimo tego wszyscy uważali ją za bardzo ludzką i delikatną kobietę. Do tego trzeba mieć specjalny dar, a Anna go posiadała.
- Panie dyrektorze mam do pana prośbę – zagadnęła kiedyś tuż po przyjściu do pracy.
- Czy to prośba osobista?- zapytał dyrektor.
- Tak dyrektorze – odpowiedziała. Mamy sporo pieniędzy z funduszu socjalnego, można by, więc zapłacić za pełne koszty wycieczki bez obciążania pracowników częściową odpłatnością.
Czy pan odstąpi od zasady częściowej odpłatności za udział pracowników w wycieczce? Być może więcej osób skorzysta z szansy wyjazdu? – kontynuowała swój monolog Anna.
Dyrektor bez chwili wahania podjął decyzję.
- Pani Aniu, na pani sugestię wycieczka będzie dla pracowników bezpłatna.
Taka to była osobista prośba Anny, a wycieczka w Bieszczady zgromadziła komplet w zakładowym autobusie. Brakowało tylko Anny. Ona już wcześniej wiedziała, że nie pojedzie. W tym samym terminie miała ważną uroczystość rodzinną. Zaproszona była na ślub i wesele Sylwii, córki siostry Elżbiety. Nie było, więc z nami Anny na bieszczadzkich połoninach. Trochę szkoda, ale te dwa i pół roku z Anną to była jedna wielka wycieczka do świata innego lepszego Boga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz