W tym samym czasie, kiedy towarzysz Tadeusz upajał się powrotem na fotel szefa gminy, w budynku dawnej łaźni trwało spotkanie lokalnych działaczy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ludowcy korzystali czasem z pomieszczenia na zapleczu komisariatu policji, które było także siedzibą miejscowych organizacji kombatanckich. W zebraniu brało udział kilka osób zajmujących się składaniem „Informatora”, powielanej na kserokopiarce gazetki, która miała przełamać lokalny monopol informacyjny solidarnościowego „Echa Kamieńska”. Do udziału w tych pracach zaproszono nauczyciela Edwarda Chłapińskiego. Ten szpakowaty już, lecz wysportowany i dynamiczny wuefowiec stracił za rządów Solidarności stanowisko dyrektora Zespołu Szkół Średnich w Kamieńsku. Po zdominowaniu samorządu gminnego w 1990 roku liderzy miejscowego ruchu solidarnościowego szukali stanowisk dla swoich kolegów. Nie da się zaprzeczyć, że istniały merytoryczne powody, żeby powierzyć komuś innemu dyrektorowanie nad szkołami, ale wystarczającym dla nich powodem do sunięcia pana Edwarda była jego przynależność do komunistycznej partii. Na chłap ińskim ciążył jednak dużo cięższy zarzut. Otóż w stanie wojennym był on pierwszym sekretarzem gminnej struktury Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i rządził gminą wspólnie z naczelnikiem Tadeuszem Gaworskim. Obaj towarzysze wspólnym wysiłkiem służyli wojskowemu rządowi Jaruzelskiego w czasie, kiedy tysiące przeciwników komunizmu pozbawiono wolności, kiedy padały strzały i ginęli niewinni ludzie. Jednym z ważnych zadań tych panów było organizowanie społecznego poparcia dla wojskowego reżymu. Nie było to zadanie łatwe a prawdę mówiąc było to niewykonalne.
Instrukcja, jaką otrzymał Edward Chłapiński od swych partyjnych zwierzchników nakazywała mu pozyskać szanowanych ludzi o znanych w gminie nazwiskach a takich w Kamieńsku pozyskać się raczej nie dało.
Pan Edward pragnął zadowolić swoich zwierzchników. Zwołał, więc zebranie założycielskie Obywatelskiego Komitetu Odrodzenia Obywatelskiego mającego udzielić poparcia stanowi wojennemu, na które zaprosił znanych w gminie obywateli. Wprawdzie osoby te na zebranie nie przybyły, jednak nie przeszkodziło to towarzyszowi sekretarzowi sporządzić listę i wysłać swoim mocodawcom.
Miejscowa Solidarność miała, więc swoje powody, żeby nie dopuścić do ponownego wyboru Chłapińskiego na eksponowane stanowisko dyrektora szkół i tak właśnie się stało. Pan Edward długo nie mógł pozbyć się goryczy porażki z powodu utraty prestiżu i obniżenia życiowego standardu. Chęć rewanżu nie dawała mu spokoju. Nie wstąpił jednak do formującej się w Kamieńsku nowej lewicy, gdyż uważał, że nie znajdzie ona uznania w oczach miejscowej społeczności. Bez wahania przystał do ludowców, którzy przez dziesiątki lat byli w Kamieńsku liczącą się siłą polityczną. Ludowcy przyjęli Chłapińskiego z ostrożnym optymizmem. Wiedzieli przecież, że to były towarzysz, ale byli pragmatyczni spodziewając się, że przy jego pomocy uda się przekonać do programu PSL-u część środowiska nauczycielskiego. Okazało się jednak, że pan Edward reprezentował tylko siebie, ale o tym ludowcy przekonali się niestety zbyt późno.
Na początku jednak ten były towarzysz starał się być przydatnym w nowym otoczeniu. Przystąpił nawet do zespołu redagującego pierwsze numery „Informatora”. Napisał nawet artykuł, w którym polemizował z wójtem Piekarskim po wywiadzie, jakiego ten udzielił pewnej radomszczańskiej gazecie. Chłapiński ironizował w nim po odwołaniu Michała Piekarskiego ze stanowiska. – Już nie wójt, nie burmistrz, więc może weterynarz, a może rencista. Był to pierwszy i ostatni artykuł napisany przez pana Edwarda. Niestety okazał się zbyt leniwy, żeby poważnie się przyłożyć do redagowania gazetki. W następnych miesiącach ograniczał się do dostarczania lokalnych informacji sportowo-szkolnych. Został powołany do komitetu wyborczego ludowców, brał udział w pozyskiwaniu kandydatów na radnych przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Zgłosił też swoją kandydaturę na radnego w okręgu obejmującym ulicę Słowackiego. Stanął tam w szranki z liderem Solidarności Grzegorzem Turlejskim.
Po latach okazało się jak bardzo niechlubną i szkodliwą rolę odegrał wyciągnięty z odstawki przez ludowców na polityczne forum gminy. Po objęciu stanowiska wiceburmistrza wziął udział w usuwaniu z gminnych stanowisk kolegów, którzy go przygarnęli w trudnym dla niego czasie. Podczas piastowania stanowiska zastępcy burmistrza zdarzały mu się powroty do zachowań z pogranicza menelstwa. Zasłużenie znalazł się też w grupie gminnych prominentów, która zakończyła karierę polityczna na ławie oskarżonych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz