Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 5 kwietnia 2011

Przemiana


Od zarania dziejów Opatrzność zsyłała przeróżne plagi na lud rolniczy. Oprócz klęsk żywiołowych w ostatnim półwieczu chłopi doświadczyli rozkułaczania, obowiązkowych dostaw i przymusowej kolektywizacji. Chłop to jednak twarda sztuka, więc przetrwał hitleryzm, stalinizm i gomułkowszczyznę. Dopiero, kiedy Pan Bóg zesłał Balcerowicza to jego reform chłopstwo niebyło już w stanie wytrzymać. Pan profesor ekonomi doskonale wiedział, że nie uzdrowi gospodarki kraju bez potu i łez, więc do dźwigania ciężaru przemian wyznaczył chłopów i zanim się spostrzegli ograbił ich doszczętnie z oszczędności i wpędził w zabójcze zadłużenie. Opłacalność produkcji rolnej spadła na łeb na szyję do tego stopnia, że na słabych gruntach koszty produkcji przerosły dochody. Wieś zaludniła się bezrobotnymi bez żadnych perspektyw na przyszłość. Nie inaczej było w gminie Kamieńsk. Miejscowy PSL próbował znaleźć jakieś miejsca pracy dla młodych ludzi z upadających gospodarstw rolnych ratując ich przed wegetacją na zasiłkach z opieki społecznej. Z chwilą powstania Zakładu Gospodarki Komunalnej dyrektor nadał mu wysoką dynamikę rozwoju z myślą o utworzeniu choćby kilkunastu dodatkowych miejsc pracy dla bezrobotnej młodzieży wiejskiej. Wśród szczęśliwych adeptów znalazł się nasz radny. Przepracował cztery lata i materialnie się umocnił i zdobył zaufanie ludowców. Wystawili go, więc na listę kandydatów do Rady Miejskiej i pomogli wybrać wybory. Został radnym członkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego.
                 Gdy zdradził Edward Chłapiński a wraz z nim Wiktor Kowalski, którego nazwisko jak się później okazało widniało na liście donosicieli Wildsteina nasz radny trzymał się jeszcze, był jeszcze lojalny. Podczas głosowania nad absolutorium w kwietniu 1999 roku był jeszcze w opozycji wobec burmistrza i jego Silnej Grupy, lecz zaczynał się plątać w sidła pokusy. Burmistrz kusił poszukując w radzie szerszego poparcia dla przeforsowania projektu wielkiego wysypiska śmieci. Nasz radny otrzymał od szefa gminu propozycję udziału w bezpłatnych, zagranicznych wycieczkach. Zwiedził Paryż i Wiedeń, oglądał szczyty niebotycznych Alp. Zaimponowała mu nowa rola. Z dnia na dzień stał się ważną osobą a gminni notable okazywali mu wielką życzliwość. Wtedy jeszcze trochę pamiętał skąd przyszedł, komu co zawdzięcza i gdzie powinien szukać naturalnego oparcia.
                 Przełom nastąpił po rozmowie z radnym Kazimierzem Pietrasem, który choć formalnie niezależny był sprzymierzony z ludowcami aż do czasu, kiedy odwołano dyrektora Zakładu Komunalnego. Wtedy to radnemu niezależnemu zaimponował udział w sprawowaniu władzy. Nie chciał być w opozycji. Przyłączył się, więc z radością do kliki burmistrza, bo poczuł szanse na życiowy interes i jako nawiedzony neofita zaczął Kazimierz Pietras energicznie montować grupę radnych, która poparłaby zawiązanie spółki z zagranicznym inwestorem szukającym terenów pod budowę składowiska śmieci. Niezależny potrzebował naszego radnego Nasz radny bronił się jeszcze, ale słabo.
                 -Jestem z PSL-u. My jesteśmy przeciw burmistrzowi. Ja nadal popieram
                  dyrektora Zakładu – próbował opierać się.
                  - Ja też jestem przeciw burmistrzowi – kłamał niezależny Pietras. Trzeba jednak
                    budować wysypisko śmieci, bo to przyniesie gminie pieniądze – ripostował Pietras · mając na myśli pieniądze, ale dla siebie. Dyrektor już do Zakładu nie wróci. Nie
               trzeba się z nim liczyć – dodał.
Nasz radny łamał się pod naporem chwytliwych argumentów i korzystnych dla niego obietnic. Do swoich promotorów- ludowców zaglądał coraz rzadziej. Mówił coś, ze trzeba słuchać mądrych ludzi, którzy chcą wzbogacić gminę i przygotować dla bezrobotnych wiele miejsc pracy. Na forum rady popierał burmistrza i został członkiem jego Silnej Grupy. Wynagrodzono go za to płatnym miejscem w radzie nadzorczej spółki śmieciowej.
                 Po kilku miesiącach zwalczał już nawet swoich dawnych przyjaciół, którzy stworzyli dla niego etat i wynieśli do kręgu gminnej władzy. Czy zmieniając skórę pomyślał, że jeszcze niedawno, kiedy sam niewiele znaczył, nie miał perspektyw na przyszłość, jego los i wielu jemu podobnych był burmistrzowi zupełnie obojętny? No może miał jakieś wątpliwości i opory, ale zbyt słabe, żeby zapanować nad mroczną stroną swojej duszy i skutecznie się oprzeć przemożnie kuszącym wpływom gminnej „kasy chorych”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz