Z końcem sierpnia konsolidowała się wokół Gaworskiego tajna grupa interesów. Jej celem było nie tylko utrzymanie posiadanej władzy, ale także wyeliminowanie ze stanowisk samorządowych tych osób, które do tej grupy nie należały. Twardym rdzeniem tej grupy był tandem niskiego wzrostu Gaworski- Masiarek. Ten ostatni, radny przedsiębiorca i wykonawca robót publicznych w gminie był tez szarym eminencją w Urzędzie Miejskim. On właśnie wytypował kandydatów do rady z terenów położonych na zachód od Trasy Gierkowskiej. Wsie Gorzędów i Barczkowice miały pozostać domeną burmistrza, któremu pomagał instruktor nauki zawodu Andrzej Pawelec. O wybór właściwego człowieka z Pytowic miał zadbać Ryszard Kurman dotychczasowy radny z tej wsi i jednocześnie sekretarz w Urzędzie Miejskim. Nowelizacja ustawy samorządowej zmusiła go do dokonania wyboru między mandatem radnego a prestiżowym i wysokopłatnym stanowiskiem. Tym razem Kurman postanowił spróbować swoich sił w wyborach do Rady Powiatu i gdyby zdobył mandat stałby się nieusuwalny. Ryszard Kurman jak kameleon często zmieniał kolor politycznej skóry. W latach siedemdziesiątych starał się o stanowisko kierownika gospodarstwa rolnego w Pytowicach. Szukał wtedy oparcia w Zjednoczonym Stronnictwie Ludowym, którego był członkiem. Po zwycięstwie Solidarności przystąpił do tego ugrupowania i zdobył z ich listy mandat do Rady Gminy. Jak Solidarność osłabła przyłączył się od grupy Gaworskiego, gdzie znalazł właściwy dla siebie azyl i gminną posadę. Czuł się doskonale w tej grupie interesów i wierzył, ze wygrają najbliższe wybory a on zapewni sobie lekką pracę i dostatnie życie na następne cztery lata.
W Koźniewicach interesy grupy zabezpieczał ulubieniec tamtejszych strażaków Marek Ludwiczak. Ten związał się z Gaworskim na dobre i na złe i jak się po latach okazało zasiadł nawet obok niego na ławie oskarżonych. W Kamieńsku liczył się Jan Kuliberda. Zadufana w sobie „Silna Grupa” policzyła szable licząc na dwanaście mandatów w Radzie. W takim układzie nikt im do pełni szczęścia nie był już potrzebny. Mogli też usunąć sojuszników z gminnych stanowisk i pozbyć się w ten sposób niewygodnych obserwatorów. Póki, co, jednak spotykali się z nimi dla kamuflażu i wysondowania ich zamiarów.
Późnym popołudniem w biurze Zakładu Gospodarki Komunalnej doszło do przedwyborczych wzajemnych sondaży. W atmosferze wzajemnej nieufności i wyczekiwania na błąd przeciwnika przemówił dyrektor Zakładu.
- Panie burmistrzu – zwrócił się do Tadeusza Gaworskiego.- Podobno dokonaliście już podziału stanowisk na przyszłą kadencję? Czy mamy zrozumieć, że nie chcecie z nami współpracować?
-To nie jest tak – odpowiedział burmistrz. – Wprawdzie wytypowaliśmy naszych kandydatów w poszczególnych okręgach, ale chcemy to z wami skonsultować, dowiedzieć się, kogo wy wystawiacie a potem wspólnie wybrać tych, którzy mają największe szanse wygrać wybory – kłamał jak z nut.
Do rozmowy włączył się Andrzej Kułak przedstawiają listę kandydatów do rady popieranych przez PSL. Nie było już powodu trzymać jej w tajemnicy, bo zbliżał się termin rejestracji list wyborczych. Zaproponował, żeby Masiarek wycofał swoich kandydatów z rejonu Gałkowic, gdyż będą walczyć o te same głosy, co ludowcy a to poważnie zmniejszy szanse jednych i drugich. Na to burmistrz zapewnił, że wpłynie na Masiarka, żeby wycofał swoich kandydatów z tego rejonu gminy.
Po tej krótkiej wymianie zdań rozmowa nabrała luźnego charakteru. Porozmawiano o wszystkim i niczym i po ustaleniu terminu kolejnego spotkania za trzy dnia i na tym narada się zakończyła. Drętwa rozmowa była wyraźnym sygnałem, że Silna Grupa nie potrzebuje już sojusznika. Burmistrz zapraszany w uzgodnionym terminie na kontynuację uzgodnień zerwał rozmowy oświadczając, że nikt z jego grupy nie przyszedł a on sam rzekomo nie może robić żadnych uzgodnień. Silna Grupa odrzuciła pozory i przystąpiła do zdecydowanej konfrontacji z dawnymi sojusznikami. Taki był początek oswajania i przystosowania gminnego budżetu do zaspakajania potrzeb cementującej się kliki a jednocześnie pierwsze kroki; które doprowadziły burmistrza i jego pretorian na ławę oskarżonych.
Pan Tadeusz opierał się zawsze na zasobach ludzkich gorzędowskiej straży pożarnej. Także tym razem ogniowi strażacy stanowili jego bazę wyborczą. Kampania wyborcza w Gorzędowie zaczęła się, więc tradycyjnie od świniobicia. Po przetworzeniu wieprza na kiełbasy i salcesony strażacy wesoło ucztowali w remizie do białego rana. Pan Tadeusz osobiście zadbał, żeby druhowie byli z uczty zadowoleni, Jedzenia była obfitość i trunków także nie brakowało. Z list wyborczych straży pożarnych startowali również inni członkowie Silnej Grupy. Marek Ludwiczak oparł swoją bazę wyborczą na barkach strażaków z Koźniewic. Nawet przejęty z solidarnościowych zasobów Grzegorza Turlejskiego Sławomir Dworzyński z Gałkowic kandydował ze strażackiej listy pana Tadeusza. Pobudzone do działania na zaimprowizowanych ucztach strażacy dzielnie wspierali swych druhów- kandydatów w wyborcze walce, lecz mimo ich starań sukces nie był pełny. Pan Tadeusz był wyraźnie zawiedziony, bo zamiast dwunastu wprowadził do rady tylko ośmiu swoich ludzi. Dziewiątym niespodziewanie okazał się Bogdan Pawłowski, jeden z liderów Akcji Wyborczej Solidarność, który poróżnił się z szefem AWS-u i do wyborów poprowadził własną ekipę. On sam wygrał wprawdzie wybory w Barczkowicach, ale jego ludzie przepadli, co do jednego. Tuż przed wyborami Zarząd Miasta przyłączył Barczkowice do okręgu w Gorzędowie. Wprawdzie mieszkańcy Barczkowic złożyli protest do komisarza wyborczego, lecz przed samym głosowanie wszystko ucichło. Wyglądało na to, że pan Bogdan z panem Tadeuszem dogadali się potajemnie. Gaworski udzielił Pawłowskiemu poparcia w Gorzędowie, które na tyle okazało się skuteczne, że ten bez problemu zmieścił się w czwórce radnych wybranych z tego okręgu z korzyścią dla tajnych planów burmistrza. Przekonał się o tym Turlejski podczas rozmów o formowaniu składu osobowego nowych władz gminy, kiedy pan Bogdan odmówił poparcia składu Zarządu Miasta bez udziału w nim pana Tadeusza. Po wyborach powstały dwa obozy. Strażacko-ogniowa grupa Gaworskiego i grupa jego przeciwników. Obie liczyły po dziewięć osób. Przed panem Tadeuszem powstało pole do nowych manipulacji ludźmi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz